Czas czytania: 4 minut

„W Polsce, gdzie ludzie często narzekają na pogodę, smog i ogólny klimat, szczególnie zasługujemy na wzornictwo z pozytywnym przekazem. Pan tu nie stał to sklep oferujący wysokiej jakości ubrania męskie i damskie oraz akcesoria dla domu okraszone polską autoironią i poczuciem humoru” – tak w kilku zdaniach można opisać z jedną z najbardziej nieszablonowych polskich marek odzieżowych, jaką jest Pan tu nie stał.

Zespół Digital Fashion Agency postanowił z bliska przyjrzeć się historii i wartościom marki oraz działaniom marketingowym, prowadzonym zarówno w przestrzeni online, jak i offline. Dlatego też zaprosiliśmy CEO Pan tu nie stał – Macieja Lebiedowicza – do udzielenia odpowiedzi na pytania z naszego najnowszego cyklu wywiadów „Kilka słów o fashion marketingu”. Jesteście ciekawi efektów tej współpracy? Zapraszamy do lektury!

Kilka słów o fashion marketingu. Wywiad z Maciejem Lebiedowiczem – CEO marki Pan tu nie stał

Co skłoniło Cię do założenia własnej marki odzieżowej?

Co ciekawe, nie zaczynaliśmy jako marka odzieżowa, tylko wyewoluowaliśmy do takiej niemalże typowej odzieżówki, a właściwie to nietypowej.

Na początku chcieliśmy mieć sklepik z miksem przeróżnych rzeczy: trochę antyków, trochę rzeczy nowych, ale wszystkich zaprojektowanych w stylu retro. Pojawił się także pomysł na założenie wydawnictwa, ale okazało się, że na start to bardzo trudna sprawa. Przy okazji publikacji paru książek zaprojektowaliśmy także kilka koszulek. Jak się później okazało, to właśnie one cieszyły się największym zainteresowaniem spośród wszystkiego co robiliśmy.

I tak kroczek za kroczkiem doszliśmy do miejsca, w którym znajdujemy się teraz. Wszystko wyszło spontanicznie, naturalnie. Może to jest jakiś sposób na sukces, kiedy hobby staje się pracą i cały czas czerpie się z tego radość i satysfakcję, ale już zawodowo.

Offline, online, a może omnichannel? Który kanał sprzedaży zajął kluczowe miejsce w strategii działań marki Pan tu nie stał? 

Zdecydowanie omnichannel – kanały sprzedaży wzajemnie się uzupełniają. Z naszych raportów wynika, że z początkiem tygodnia sklep internetowy Pan tu nie stał odwiedza najwięcej klientów, podczas gdy w sklepach stacjonarnych największy ruch odnotowujemy w weekendy. Posiadamy cztery sklepiki stacjonarne: w Łodzi, Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, a zysk ze sprzedaży rozkłada się mniej więcej równomiernie: 50% pochodzi ze sprzedaży online, a drugie 50% ze sprzedaży offline.

SEO, płatne kampanie reklamowe, a może ich brak? Jakie działania promocyjne sprawdzają się najlepiej w przypadku marki Pan tu nie stał?

Pewnie wielu to zaskoczy, ale w Pan tu nie stał nie korzystamy z żadnych płatnych działań. Wszystko wymyślamy sami i jak widać – da się to zrobić. Próbowaliśmy różnych rozwiązań, ale nic nie sprawdza się tak dobrze, jak szczery materiał, który zrobi się samemu. Bazujemy na ruchu organicznym i jesteśmy w stanie nieustannie go generować.  

A co się u nas najlepiej sprawdza? No cóż… dynamika zmian jest bardzo duża. To, co sprawdza się teraz, niekoniecznie będzie działać za 3 miesiące. Myślę, że kluczem do sukcesu jest ciągłe eksperymentowanie i robienie czegoś nowego. Na ten moment w Pan tu nie stał sprawdza się naturalne zdjęcie w parze z historią. Mówiąc naturalne, mam na myśli takie, które nie jest zrobione na sesji zdjęciowej, ono nawet nie musi być ładne, czasem wręcz powinno być brzydkie. Brzydkie zdjęcie + historia – to się sprawdza! Wydaje mi się, że ten zalew pięknych materiałów instagramowych z czasem też się opatrzy i znudzi.

Czy aktywność w mediach społecznościowych jest istotną częścią strategii marketingowej marki Pan tu nie stał? Który serwis społecznościowy zrzesza największą liczbę odbiorców? 

Tak naprawdę nie mamy precyzyjnie opracowanej strategii marketingowej. Wynika ona raczej z bieżących działań i nieustannego śledzenia kalendarza.

Jednak cały czas regularnie publikujemy posty w mediach społecznościowych. Niektóre są bardzo angażujące, ale nie mają charakteru typowo sprzedażowego. Są też takie, które nie generują żadnych reakcji i komentarzy. Ludziom wiele rzeczy już się opatrzyło. Tak jak kiedyś reakcje na posty z nowymi produktami były bardzo euforyczne, aktualnie już takie nie są. Jednak w naszym przypadku lajki to nie pieniądze. Choć… czasem fajnie jest wrzucić do Internetu jakiś materiał – taki bardzo naturalny, sympatyczny – i zebrać stosik lajków i komentarzy.

Pośród serwisów społecznościowych Pan tu nie stał nieustannie króluje Facebook. Nie jest to Instagram, jak wielu osobom mogłoby się wydawać. To właśnie Facebook gromadzi największą liczbę fanów naszej marki.

Czy marka Pan tu nie stał planuje rozszerzyć swoją działalność o rynki zagraniczne pomimo silnego powiązania z kulturą lokalną?

Mamy w planach projekt dedykowany turystom. Nie będzie to cała linia, raczej kilka produktów stworzonych dla sklepików stacjonarnych, w których pojawia się najwięcej osób zza zagranicy, czyli np. w Krakowie. 

Dla obcokrajowca świetnym prezentem jest nasza bestsellerowa koszulka „Dziadostwo” czy „Kurde”, ale myślę, że fajnie byłoby nieco urozmaicić ten projekt o język angielski. Odrobinę, bo to jednak polskość jest filarem naszej marki.

Która decyzja biznesowa była najbardziej przełomowa i pomogła marce Pan tu nie stał znacząco się rozwinąć?

I każda, i żadna. W Pan tu nie stał wszystko dzieje się bardzo ewolucyjnie. Zaczynaliśmy totalnie od zera, z niewielką sumą pieniędzy na start. Wszystko było i jest po prostu bardzo powolną ewolucją. Nie było jednej decyzji, którą nazwałbym monstrualnym skokiem.

Pan tu nie stał a zrównoważony rozwój – w jaki sposób marka odpowiada na potrzeby środowiska naturalnego w XXI wieku?

Od samego początku istnienia Pan tu nie stał chcieliśmy robić wszystko w Łodzi i w okolicy. Lokalność zawsze była naszym filarem. 95% produktów powstaje na terenie Łodzi i województwa łódzkiego. Być może nie ma to bezpośredniego wpływu na zrównoważony rozwój, ale na pewno w sposób pośredni się na niego przekłada i towarzyszy nam od samego początku działalności marki. Współpracujemy z firmami, które znamy od wielu lat i wiemy, w jaki sposób produkowana jest tam odzież. 

Jeśli chodzi o materiały, to świadomość w tej dziedzinie cały czas się poprawia. Nie tylko nasza jako producentów, ale także klientów. To, co kiedyś było niemożliwe do zrobienia, czyli np. uszycie koszulki z szarego melanżu w 100% z bawełny (zwykle wykonywana była w 50% z bawełny i w 50% ze sztucznego włókna), teraz jest rzeczywistością. Nie jesteśmy jednak w stanie uszyć np. wszystkich czapek w 100% z wełny, ponieważ ich cena przekraczałaby 100 zł. Szyjemy w rozsądnych cenach i nasi klienci to doceniają. Dlatego wszędzie staramy się zachować równowagę.   

Gdzie widzisz Pan tu nie stał za 3 lata? W jakim kierunku chciałbyś, aby rozwijała się marka?

Biorąc pod uwagę minione 3 lata uważam, że można sobie myśleć, można sobie chcieć, a rzeczywistość i tak namiesza nam w planach. Żyjemy teraz w tak dynamicznych i zmiennych czasach, że nic jest pewne. 

Jedyna rzecz, jakiej jestem pewien teraz, to decyzja o dalszym funkcjonowaniu i rozwijaniu marki. W jakim kierunku? To się okaże.  

Gdzie szukasz inspiracji? Kto lub co inspiruje Cię na co dzień?

Trudno jest mi tu wskazać jedną konkretną rzecz lub osobę. Powiedziałbym, że wszystko i wszyscy. Moim sposobem na kreatywność jest łączenie rzeczy oczywistych w sposób nieoczywisty. Wtedy po prostu powstaje coś nowego.

Jaką radę miałbyś dla osób, które rozpoczynają przygodę z prowadzeniem własnej marki odzieżowej?

Wytrwałość. Cierpliwość. Pasja. I jakoś to będzie szło. Może. 

Tagi:

Martyna Barton

>